Urzędnicy opóźniają budowę odcinka al. KEN od Doliny Służewieckiej do ulicy Wałbrzyskiej. Problem jest w tym, aby droga mogła powstać muszą się porozumieć dwie dzielnice – Ursynów i Mokotów. Osiem podpór wiaduktu nad Potokiem Służewskim stanie na Mokotowie, a cztery – na Ursynowie – donosi Życie Warszawy.
Budowana od 1997 roku al. KEN mogłaby wreszcie przekroczyć granicę Ursynowa, gdyby Urząd Mokotowa wbrew wcześniejszym ustaleniom nie zwlekał z przetargiem. Rzecznik urzędu Mokotowa Jacek Dzierżanowski zapowiadał na naszych łamach, że zostanie ogłoszony przed końcem października. Ale nie udało się.
– Zrobimy wszystko, żeby udało się go ogłosić w grudniu – mówi wiceburmistrz Mokotowa Piotr Boresowicz. – Trzeba jeszcze doszlifować dokumentację. Czekamy też na zgodę na realizację inwestycji z miejskiego Biura Architektury.
Ale w Biurze Architektury postępowanie zostało zawieszone. Mokotów musi uzgodnić projekt z Metrem Warszawskim i Stołecznym Przedsiębiorstwem Energetyki Cieplnej.
Trudności wynikają też z tego, że ulica znajdzie się na terenie dwóch dzielnic. 80 proc. kosztów przedłużenia al. KEN pokryje Mokotów, ale niezbędny jest też udział Ursynowa. Powód – po jego stronie znajdą się cztery podpory wiaduktu, którym kierowcy przejadą nad Kanałem Służewskim, a także 150-metrowy odcinek drogi dojazdowej. To wymaga koordynacji prac.
– Tymczasem obie dzielnice w ogóle nie współpracowały w tej sprawie – dziwi się warszawiak Antoni Zbikowski, który od miesięcy monitoruje przygotowania do budowy al. KEN. – Prace przygotowawcze trzeba zgrać. W przeciwnym wypadku na granicy Mokotowa i Ursynowa powstanie kuriozum: drugi most w Awinionie – ironizuje.

